Jak to jest z miłością?

Hej :D


Dziś przychodzę do was z kolejną recenzją. Tym razem będzie o książce M. Lucas pod tytułem Przeprogramuj swój umysł na miłość. No właśnie...czy jest to w ogóle możliwe? 

Każdy z nas pragnie miłości. Każdy z nas chce żyć w szczęśliwym i udanym związku. Bycie kochanym i akceptowanym jest dla człowieka na prawdę ważnym aspektem. 


Marsha Lucas w bardzo ciekawy sposób opisuje zachowania, które wpływają na trwałość naszych związków, trwałość relacji z innymi ludźmi. Marsha jest neuropsychologiem. Wiadomo, że zagadnienia z tej dyscypliny często są zawiłe i niezrozumiałe  dla ludzi, którzy na co dzień nie mają z tym nic wspólnego. Autorka wszystko przekazuje prostym i przystępnym językiem. W książce wyjaśnione są powiązania pomiędzy naszym mózgiem, a tym jak reagujemy na ludzi. Zawarte są tam też różne przydatne ćwiczenia. 




Książka składa się z 10 rozdziałów. Rozdziały nie są zalane treścią. Wszystko przedstawione jest w klarowny, przejrzysty sposób. Nie ma tu żadnych złotych zasad. Autorka nie chce też nas pouczać. Nie ma zamiaru prawić nam morałów. Nie czujemy się znudzeni, czy przytłoczeni treścią. 




Myślę, że warto sięgnąć po książkę Marshy Lucas. Jest uniwersalna. Ma wspomagać zarówno tych, którzy nie radzą sobie z uczuciami oraz tych, którzy mają problemy w związku. Daje też do myślenia nad naszymi kontaktami z innymi ludźmi. 


Książka jest ładnie wydana. Ma przyjemną szatę graficzną. Dobrze się ją czyta. 
Jest godna polecenia. Zwłaszcza jeśli lubicie takie tematy. Dodatkowo powinien zachęcić was fakt, że książka została okrzyknięta: Najmądrzejszą książką o miłości.

Lubicie takie książki?
Zapraszam was na stronę wydawnictwa: KLIK. Znajdziecie tam mnóstwo ciekawych pozycji.

http://www.studioastro.pl/
  Na dziś to tyle. 
Trzymajcie się i do następnego :***

Jest dobrze?

Hej :D 


Wow...czas leci tak szybko. Wiecie, że to już trzeci tydzień mojej diety z Trizerem?
I powiem wam, że czuję się coraz lepiej. 

Dziś przychodzę do was z krótkim sprawozdaniem. Za tydzień opowiem więcej. 
Muszę wam powiedzieć, że pierwszy raz jestem na prawdę zadowolona z tego, że jestem na diecie. 








Posiłki są wciąż pyszne i sycące. Są zróżnicowane. Przygotowanie ich zajmuje chwilkę. Nie dość, że prezentują się przyjemnie na talerzu, to wspaniale smakują. 

Starałam się włączyć aktywność fizyczną, jednak wciąż jestem chora. Do tego wszystkiego doszło jeszcze ucho :( Przewiało mnie :( No, ale w końcu przyszło to, co zamówiłam. I jak tylko poczuję się troszkę lepiej od razu zaczynam używać :D Kupiłam między innymi hula hop z masażerem, twister oraz obręcz/ koło pilates.

  
Jestem zdeterminowana, zmotywowana i zadowolona. Widzę zmiany. I nie chodzi tylko moje wymiary. Moja skóra jest w dużo lepszej kondycji. Jem zdrowo i to rzeczywiście widać.


Widzę, że to, co robię- przynosi efekty. Biorę mój suplement, stosuję się do planu dietetycznego i walczę dalej :D 

http://www.trizer.pl/

Dziękuję za wsparcie :D
Trzymajcie za mnie nadal kciuki :D 

Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***

Dzieciaki w akcji :)

Hej :D 


Dziś mojego bloga przejmują dzieci :P A wszystko za sprawą wydawnictwa Niko :)
Jakiś czas temu dotarła do mnie paczka. Książeczki przeznaczone były dla moich chrześniaków :D

Kolorowe książeczki od razu zwróciły ich uwagę. Są bardzo ładnie i porządnie wykonane. 
Mają przyjemną grafikę. Polecenia wypisane są dużą czcionką. Są proste i zrozumiałe dla dzieci.


Lila jest uczennicą drugiej klasy. Uwielbia matematykę... w przeciwieństwie do cioci ha ha ha :) 
Na pytanie od czego zaczynamy... Usłyszałam szybką i krótką odpowiedz: - od matmy!



Książeczki mają zróżnicowany poziom. Jedna z nich ma laminowane strony, dlatego też można ją traktować jako książkę wielokrotnego użytku. Jeśli dziecko się pomyli- bez stresu można zmazać błędną odpowiedz i zacząć od nowa :) 



Zawarte w książkach poleceniach zrozumiałe. Dziecko może samodzielnie wypełniać zadania. Nie dość, że dobrze się bawi, to i uczy przy okazji.

Lilcia wręcz uwielbia książkę pod tytułem: Lubię matematykę.
Podzielona jest na kilka rozdziałów/ krain:






Póki co Lilcia zafascynowana jest krainą łamigłówek i krainą działań. To jej ulubione rozdziały. Wszystko chce robić sama i dumnie prezentuje nam swoje osiągnięcia. Z zaciekawieniem przegląda kolejne strony książeczki. 



Lila jest zachwycona książeczkami. Sama czyta, rysuje i uzupełnia zadania. Wypełnianie kolejnych stron całkowicie ją pochłonęło :) Była bardzo skupiona na tym co robi. Widać było zadowolenie i uśmiech na jej twarzy :)

Już niedługo opowiemy wam o kolejnych książeczkach. A tym czasem zapraszamy na stronę wydawnictwa Niko.



Moim chrześniakom zawsze przynoszę książeczki. Mass media oczywiście są ważne, ale  watro pamiętać o tradycyjnej formie rozrywki. 

Nie ma nic lepszego niż fajna książeczka, która sprawi maluchowi ogromną frajdę :) 
A wy jak uważacie?

http://wydawnictwoniko.pl/

Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***

Daktyle i spółka :)

Hej :)


Jak się czujecie? Co u was słychać?
Ja dziś przychodzę do was z kolejnym zdrowym przepisem :D

Lubicie daktyle?
Jeśli tak, to mam dla was pyszne daktylowe batoniki :)


Wykonanie jest bardzo proste. Do tego możecie do takich batoników dorzucić to, co lubicie.

Baza batoników:
- 300 g daktyli 
- 350 ml wody


Do tego dołożyłam jeszcze: 
- 30 g nasion chia
- 150 g płatków owsianych
- 100 g nasion siemienia lnianego
- 70 g nasion słonecznika
- 80 g nasion goji
- 50 g amarantusa 



A teraz zabieramy się za przygotowanie:

Daktyle małymi porcjami blendowałam, potem wrzuciłam do gotującej się wody. Trzymałam je na gazie tak około 10 minut. W ten sposób powstała papka daktylowa. 

Dołożyłam do niej pozostałe składniki i porządnie wymieszałam. Całość przełożyłam do silikonowej formy. I włożyłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piekłam około 30 minut. 

Taka ilość wystarczyła na jedną dużą formę silikonową, a do tego miałam jeszcze dwie małe okrągłe foremki. 


Wystudziłam i pokroiłam w paski. Połowę polałam gorzką czekoladą i gotowe :)




Batoniki są pyszne, sycące i słodkie. 
Także jeśli dopadnie was ochota na małe co nieco...warto przygotować sobie właśnie takie batony.

Daktyle, amarantus, nasiona chia i inne pyszności znajdziecie w sklepie Galeria herbat:

https://www.galeriaherbat.pl/


Lubicie takie zdrowe przekąski?
Dajcie koniecznie znać.

Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***

Hiszpańskie rytmy :)

Hej  :D 


Jak wam dzień mija? Ja jestem po zakupach w SH :) Także niedługo pokażę wam moje zdobycze. 
Dziś jednak przychodzę w recenzją kosmetyczną. 

Marka La Chinata jeszcze do niedawna była mi całkiem obca. Dziś chciałam się z wami podzielić moją opinią na temat produktów tej firmy. 



Zacznę od balsamu do ust.


Balsam umieszczony jest w małej, niepozornej tubce. Balsam jest na bazie ekologicznej oliwy. Rewelacyjnie nawilża i odżywia nasze usta. Zapach jest bardzo lekki, praktycznie niewyczuwalny. Usta są zregenerowane i mięciutkie. Watro też podkreślić, że balsam się nie lepi.



Balsam bardzo przyjemnie się aplikuje. Jest dość gęsty, więc starczy nam na długi czas. Pozostaje na ustach, nie zbiera się w kącikach. Jest bezbarwny- na ustach daje jedynie lekki połysk. Opakowanie jest bardzo proste... a ja jestem gadżeciarą :P Więc to nie do końca moja bajka. Moja mama za to bardzo polubiła się z tym produktem. Podsumowując- balsam nawilża, koi i wygładza usta. Sprawdzi się genialnie na nadchodzące chłodne dni.

Kolejny kosmetyk - tym razem do ciała: 


Mleczko do ciała przypadło mi do gustu. Buteleczka jest malutka, więc idealnie sprawdziła się w podróży. Ten produkt równie dobrze nawilża. Ma lekką konsystencję. Świetnie się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu.



Zapach ma przyjemny i delikatny. Łatwo się rozprowadza. Nie podrażnia, nie uczula. Fajnie nawilża. Mimo, że buteleczka jest mała, to sam produkt starcza na długi czas.

Następnie mydełka:


Mydełka- tak jak powyższe produkty zawierają w sobie oliwę z oliwek. A co za tym idzie- nie ma mowy o wysuszeniu rąk. Ja przy takich mydłach w kostce często mam problem z suchą skórą. Tutaj taki problem nie wystąpił.


Warto podkreślić, że mydełka są ręcznie wykonane. Zawierają naturalne składniki- w składzie znajdziemy między innymi ekstrakty różnych roślin i owoców. Zapach delikatny. Pienią się całkiem dobrze. Są niewielkie, więc dobrze wpasują się w dziecięcą rączkę.



I już ostatni produkt firmy La Chinata- czyli maseczka:


Tutaj mam maseczkę liftingującą. Moja mama zajęła się testowaniem tej saszetki. 
Takie opakowanie wystarczy na dwie aplikacje. Maseczkę pozostawiamy na około 15 minut i spłukujemy ciepłą wodą.


Maseczka jest gęsta, więc nic nie spływa nam po twarzy. Skóra po zmyciu jest delikatna i odprężona. Oczywiście jedna taka saszetka cudów nie uczyni- jeśli chodzi o lifting. Natomiast skóra jest  nawilżona i wypoczęta :)


Znacie markę La Chinata?
Lubicie produkty na bazie oliwy?

http://lachinata.com.pl/


Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***