Hej :D
Lubicie sałatki? Ja uwielbiam. Bardzo często serwuję sobie takie pyszności :D
Najczęściej do takiej sałatki dodaję winegret z octem jabłkowym. Moja butelka pochodzi ze sklepu ze zdrową żywnością Biogo.
Składniki:
- mix sałat ( ja daję zazwyczaj garść lub dwie )
- kilka pomidorków koktajlowych
- kilka kuleczek mozzarelli
- łosoś
- garstka grzanek
Winegret:
- 2 łyżki oliwy
- 1 łyżka octu jabłkowego
- 1 łyżeczka miodu
- 1 łyżeczka musztardy
- przyprawy do smaku
Przygotowanie:
Zaczynamy od winegretu. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą za pomocą trzepaczki, tak aż powstanie jednolity sos. Następnie składniki potrzebne do sałatki należy wrzucić do jednej miski, a potem polewamy sosem :D
Ocet jabłkowy można stosować na wiele sposobów. Moja mam pije specjalnie przygotowany roztwór. Do szklanki z przegotowaną wodą dodaje 3-4 łyżeczki octu jabłkowego. Taka mikstura wspomaga trawienie, pobudza wydzielanie soków żołądkowych. Smak jest specyficzny, ale da się go przeżyć :)
Taki ocet można też stosować do pielęgnacji ciała- ja jeszcze nie próbowałam. Ale jestem ciekawa jakie efekty można uzyskać.
Używałyście może ocet jabłkowy?
Do czego najczęściej go stosujecie?
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Dieta z głową #3 ( Owsianka zapiekana )
Hej :D
Dziś przychodzę do was z kolejnym przepisem.
Jakie jest wasze ulubione śniadanie? Ja uwielbiam owsiankę....a owsianka zapiekana to moja obsesja :) Jeśli jeszcze nie jadłyście czegoś takiego...uuu nie wiecie co tracicie :P
Zapraszam na przepis :)
Przepis: (baza)
- 30 g płatków owsianych
- 1 jajko
- 1 łyżeczka ksylitolu (lub innego słodzidła)
- 2 łyżki mleka (takie jakie lubicie- ja wybrałam mleko roślinne)
- 2 łyżki jogurtu (naturalnego, greckiego- zależy od was)
Dodatkowo:
- 2 łyżki masła orzechowego
- kilka sztuk orzechów pecan
- kilka sztuk orzechów brazylijskich
- łyżeczka kakao
Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni. Wszystkie składniki łączę i dokładnie mieszam. Przelewam do specjalnego naczynia. Na wierzch mikstury położyłam jeszcze kilka orzeszków. Wkładam do piekarnika i piekę przez 25 do 30 minut.
I gotowe :)
Pyszna, aromatyczna owsianka zapiekana zrobiona :D Orzechowa wersja jest nieziemska. Syta i chrupiąca :D Dostarczy wam mnóstwo energii na cały dzień. Mniam!
Orzeszki , masło orzechowe i inne wspaniałości dostaniecie w sklepie Vivio: KLIK
Jadłyście już zapiekaną owsiankę?
Dajcie mi koniecznie znać.
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Dziś przychodzę do was z kolejnym przepisem.
Jakie jest wasze ulubione śniadanie? Ja uwielbiam owsiankę....a owsianka zapiekana to moja obsesja :) Jeśli jeszcze nie jadłyście czegoś takiego...uuu nie wiecie co tracicie :P
Zapraszam na przepis :)
Przepis: (baza)
- 30 g płatków owsianych
- 1 jajko
- 1 łyżeczka ksylitolu (lub innego słodzidła)
- 2 łyżki mleka (takie jakie lubicie- ja wybrałam mleko roślinne)
- 2 łyżki jogurtu (naturalnego, greckiego- zależy od was)
Dodatkowo:
- 2 łyżki masła orzechowego
- kilka sztuk orzechów pecan
- kilka sztuk orzechów brazylijskich
- łyżeczka kakao
Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni. Wszystkie składniki łączę i dokładnie mieszam. Przelewam do specjalnego naczynia. Na wierzch mikstury położyłam jeszcze kilka orzeszków. Wkładam do piekarnika i piekę przez 25 do 30 minut.
I gotowe :)
Pyszna, aromatyczna owsianka zapiekana zrobiona :D Orzechowa wersja jest nieziemska. Syta i chrupiąca :D Dostarczy wam mnóstwo energii na cały dzień. Mniam!
Orzeszki , masło orzechowe i inne wspaniałości dostaniecie w sklepie Vivio: KLIK
Jadłyście już zapiekaną owsiankę?
Dajcie mi koniecznie znać.
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Dieta z głową #1 (Amarantuski)
Hej :D
Dziś przychodzę do was z łatwym przepisem :D
Jadłyście już amarantuski? Jeśli nie, to zapraszam.
Amaratuski- jak sama nawa wskazuje zrobione są z amarantusa. Robi się je szybki i łatwo. A tak prezentują się ciacha:
Tak na prawdę można je przygotować na wiele sposobów. Ja przedstawię wam podstawową wersję. Jak widzicie mam całkiem spory zapas amaratusa ekspandowanego, więc mogę eksperymentować do woli.
Składniki:
- 2 szklanki amarantusa ekspandowanego
- 2 jajka
- 2 łyżeczki kakao
- 2 łyżeczki czegoś, co osłodzi nam ciacha (miód, syrop klonowy, ksylitol lub inne słodzidło )
Przygotowanie:
Mieszamy ze sobą wszystkie składniki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Zwilżoną łyżka nakładamy masę i formujemy ciasteczka.
Pieczemy około 15-20 minut w 180 stopniach. I to tyle :) Oczywiście możecie dodać do takich ciastek różne bakalie, orzechy, ciemną czekoladę :) Wybór należy do was :)
Ciacha nie są za słodkie. Są bardzo syte. Nadają się oczywiście dla osób, które są na diecie.
Amarantus ekspandowany dostaniecie w sklepie ze zdrową żywnością Galeria Herbat.
Spróbujecie?
Lubicie taka ciasteczka?
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Dziś przychodzę do was z łatwym przepisem :D
Jadłyście już amarantuski? Jeśli nie, to zapraszam.
Amaratuski- jak sama nawa wskazuje zrobione są z amarantusa. Robi się je szybki i łatwo. A tak prezentują się ciacha:
Tak na prawdę można je przygotować na wiele sposobów. Ja przedstawię wam podstawową wersję. Jak widzicie mam całkiem spory zapas amaratusa ekspandowanego, więc mogę eksperymentować do woli.
Składniki:
- 2 szklanki amarantusa ekspandowanego
- 2 jajka
- 2 łyżeczki kakao
- 2 łyżeczki czegoś, co osłodzi nam ciacha (miód, syrop klonowy, ksylitol lub inne słodzidło )
Przygotowanie:
Mieszamy ze sobą wszystkie składniki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Zwilżoną łyżka nakładamy masę i formujemy ciasteczka.
Pieczemy około 15-20 minut w 180 stopniach. I to tyle :) Oczywiście możecie dodać do takich ciastek różne bakalie, orzechy, ciemną czekoladę :) Wybór należy do was :)
Ciacha nie są za słodkie. Są bardzo syte. Nadają się oczywiście dla osób, które są na diecie.
Amarantus ekspandowany dostaniecie w sklepie ze zdrową żywnością Galeria Herbat.
Spróbujecie?
Lubicie taka ciasteczka?
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Strata...która cieszy :)
Hej :D
Jak się macie? Ja rewelacyjnie. Jak wiecie 1 września rozpoczęłam swoją przygodę z Trizerem.
Dużo się od tego czasu pozmieniało...ale od początku :)
Trizer to suplement diety. Wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak cudowne tabletki, które rozwiązują problemy. Czy jestem zadowolona z Trizera? Owszem! Trizer to nie tylko tabletki. To także plan dietetyczny.
Wiele razy byłam na różnych dietach. Różnie bywało. Raz szło lepiej...raz gorzej. Nie jestem dietetykiem. Jasne- mam jakąś tam podstawową wiedzę co z czym można łączyć. Ale wiecie...profesjonalistą nie jestem.
Na samym początku przygody z Trizerem dostajemy na maila ankietę. Znajdują się w niej pytania o naszą sylwetkę, wagę, preferencje.
Po krótkim czasie oczekiwania dostajemy cały plan dietetyczny, a na nasz adres domowy dociera suplement. Wszystko jest prosto i klarownie przedstawione. Mamy do dyspozycji plik PDF, który możemy otwierać na każdym urządzeniu. Do dyspozycji mamy także listę zakupów, a także dietetyka, który w każdym momencie jest gotowy do pomocy.
Posiłki- jak już nie raz wam wspominałam są bardzo łatwe w przygotowaniu. Bardzo pożywne. Najadałam się nimi do syta. Nigdy nie chodziłam głodna i zła :P
Plan dietetyczny zawiera dokładne informacje na temat każdego posiłku. Mamy dokładne parametry odnoszące się do kalorii, gramatury. Oto przykład:
Co do samego suplementu. Trizer może nie jest najmniejszy, ale bardzo łatwo łyka się te tabletki. Biorę je trzy razy dziennie, minimum 30 minut przed posiłkiem. Kapsułki zawierają witaminy i minerały takie jak chociażby: chrom, biotynę, zieloną kawę. Te składniki odpowiadają między innymi za prawidłowy metabolizm i utlenianie tłuszczu i węglowodanów. Tabletki nie są przeznaczone dla dzieci czy kobiet w ciąży ze względu na zawartość kofeiny.
A teraz o efektach. Najtrudniej przyznać się, że ma się problem, prawda? I ja w końcu się przełamałam. Uzupełnianie tej ankiety nie było dla mnie przyjemne. Przekonałam się jak bardzo zaniedbałam swoją wagę.
Wiedziałam, że skoro przyznałam się przed samą sobą, a dodatkowo ogłoszę to na blogu, to pójdzie mi lepiej. Przy okazji dziękuję wam za całe wsparcie podczas cotygodniowych notek o diecie.
No! To teraz muszę się pochwalić. Jestem dumna, że wytrwałam i że nawet na moment nie zwątpiłam, że to co robię przyniesie mi same plusy. Chyba jakąś różnicę już widać? Zdjęcie po lewej zrobione zostało na samym początku miesiąca. Zdjęcie po lewej jest sprzed 2 dni.
Zgubiłam dokładnie 5.5 kg. Straciłam kilka centymetrów tu i ówdzie :) Postępy mogę zapisywać w tabeli pomiarów.
Ja jestem zorganizowana, a przy poprzednich dietach nigdy nie miałam konkretnego planu. I chyba tego właśnie mi brakowało. Tu nad niczym nie musiała się zastanawiać. Posiłki miałam rozpisane. Do mnie należało tylko postępowanie zgodnie z planem.
Oczywiście na laurach nie osiadam. Sporo pracy jeszcze przede mną. Wiem, że muszę się jakoś z tymi ćwiczeniami ogarnąć. I wtedy, to już w ogóle będzie rewelacja.
Jestem zmotywowana i gotowa do dalszej walki :D
Jeśli jeszcze nie znacie Trizera, a zastanawiacie się nad dietą- polecam! To na prawdę działa!
Trzymajcie za mnie nadal kciuki. Mam nadzieję, że dojdę do mojego celu i że wytrwam w tym postanowieniu.
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Jak się macie? Ja rewelacyjnie. Jak wiecie 1 września rozpoczęłam swoją przygodę z Trizerem.
Dużo się od tego czasu pozmieniało...ale od początku :)
Trizer to suplement diety. Wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak cudowne tabletki, które rozwiązują problemy. Czy jestem zadowolona z Trizera? Owszem! Trizer to nie tylko tabletki. To także plan dietetyczny.
Wiele razy byłam na różnych dietach. Różnie bywało. Raz szło lepiej...raz gorzej. Nie jestem dietetykiem. Jasne- mam jakąś tam podstawową wiedzę co z czym można łączyć. Ale wiecie...profesjonalistą nie jestem.
Na samym początku przygody z Trizerem dostajemy na maila ankietę. Znajdują się w niej pytania o naszą sylwetkę, wagę, preferencje.
Po krótkim czasie oczekiwania dostajemy cały plan dietetyczny, a na nasz adres domowy dociera suplement. Wszystko jest prosto i klarownie przedstawione. Mamy do dyspozycji plik PDF, który możemy otwierać na każdym urządzeniu. Do dyspozycji mamy także listę zakupów, a także dietetyka, który w każdym momencie jest gotowy do pomocy.
Posiłki- jak już nie raz wam wspominałam są bardzo łatwe w przygotowaniu. Bardzo pożywne. Najadałam się nimi do syta. Nigdy nie chodziłam głodna i zła :P
Plan dietetyczny zawiera dokładne informacje na temat każdego posiłku. Mamy dokładne parametry odnoszące się do kalorii, gramatury. Oto przykład:
Co do samego suplementu. Trizer może nie jest najmniejszy, ale bardzo łatwo łyka się te tabletki. Biorę je trzy razy dziennie, minimum 30 minut przed posiłkiem. Kapsułki zawierają witaminy i minerały takie jak chociażby: chrom, biotynę, zieloną kawę. Te składniki odpowiadają między innymi za prawidłowy metabolizm i utlenianie tłuszczu i węglowodanów. Tabletki nie są przeznaczone dla dzieci czy kobiet w ciąży ze względu na zawartość kofeiny.
Wiedziałam, że skoro przyznałam się przed samą sobą, a dodatkowo ogłoszę to na blogu, to pójdzie mi lepiej. Przy okazji dziękuję wam za całe wsparcie podczas cotygodniowych notek o diecie.
No! To teraz muszę się pochwalić. Jestem dumna, że wytrwałam i że nawet na moment nie zwątpiłam, że to co robię przyniesie mi same plusy. Chyba jakąś różnicę już widać? Zdjęcie po lewej zrobione zostało na samym początku miesiąca. Zdjęcie po lewej jest sprzed 2 dni.
Zgubiłam dokładnie 5.5 kg. Straciłam kilka centymetrów tu i ówdzie :) Postępy mogę zapisywać w tabeli pomiarów.
Ja jestem zorganizowana, a przy poprzednich dietach nigdy nie miałam konkretnego planu. I chyba tego właśnie mi brakowało. Tu nad niczym nie musiała się zastanawiać. Posiłki miałam rozpisane. Do mnie należało tylko postępowanie zgodnie z planem.
Oczywiście na laurach nie osiadam. Sporo pracy jeszcze przede mną. Wiem, że muszę się jakoś z tymi ćwiczeniami ogarnąć. I wtedy, to już w ogóle będzie rewelacja.
Jestem zmotywowana i gotowa do dalszej walki :D
Jeśli jeszcze nie znacie Trizera, a zastanawiacie się nad dietą- polecam! To na prawdę działa!
Trzymajcie za mnie nadal kciuki. Mam nadzieję, że dojdę do mojego celu i że wytrwam w tym postanowieniu.
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Jest dobrze?
Hej :D
Wow...czas leci tak szybko. Wiecie, że to już trzeci tydzień mojej diety z Trizerem?
I powiem wam, że czuję się coraz lepiej.
Dziś przychodzę do was z krótkim sprawozdaniem. Za tydzień opowiem więcej.
Muszę wam powiedzieć, że pierwszy raz jestem na prawdę zadowolona z tego, że jestem na diecie.
Posiłki są wciąż pyszne i sycące. Są zróżnicowane. Przygotowanie ich zajmuje chwilkę. Nie dość, że prezentują się przyjemnie na talerzu, to wspaniale smakują.
Starałam się włączyć aktywność fizyczną, jednak wciąż jestem chora. Do tego wszystkiego doszło jeszcze ucho :( Przewiało mnie :( No, ale w końcu przyszło to, co zamówiłam. I jak tylko poczuję się troszkę lepiej od razu zaczynam używać :D Kupiłam między innymi hula hop z masażerem, twister oraz obręcz/ koło pilates.
Jestem zdeterminowana, zmotywowana i zadowolona. Widzę zmiany. I nie chodzi tylko moje wymiary. Moja skóra jest w dużo lepszej kondycji. Jem zdrowo i to rzeczywiście widać.
Widzę, że to, co robię- przynosi efekty. Biorę mój suplement, stosuję się do planu dietetycznego i walczę dalej :D
Dziękuję za wsparcie :D
Trzymajcie za mnie nadal kciuki :D
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Wow...czas leci tak szybko. Wiecie, że to już trzeci tydzień mojej diety z Trizerem?
I powiem wam, że czuję się coraz lepiej.
Dziś przychodzę do was z krótkim sprawozdaniem. Za tydzień opowiem więcej.
Muszę wam powiedzieć, że pierwszy raz jestem na prawdę zadowolona z tego, że jestem na diecie.
Posiłki są wciąż pyszne i sycące. Są zróżnicowane. Przygotowanie ich zajmuje chwilkę. Nie dość, że prezentują się przyjemnie na talerzu, to wspaniale smakują.
Starałam się włączyć aktywność fizyczną, jednak wciąż jestem chora. Do tego wszystkiego doszło jeszcze ucho :( Przewiało mnie :( No, ale w końcu przyszło to, co zamówiłam. I jak tylko poczuję się troszkę lepiej od razu zaczynam używać :D Kupiłam między innymi hula hop z masażerem, twister oraz obręcz/ koło pilates.
Jestem zdeterminowana, zmotywowana i zadowolona. Widzę zmiany. I nie chodzi tylko moje wymiary. Moja skóra jest w dużo lepszej kondycji. Jem zdrowo i to rzeczywiście widać.
Dziękuję za wsparcie :D
Trzymajcie za mnie nadal kciuki :D
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Daktyle i spółka :)
Hej :)
Jak się czujecie? Co u was słychać?
Ja dziś przychodzę do was z kolejnym zdrowym przepisem :D
Lubicie daktyle?
Jeśli tak, to mam dla was pyszne daktylowe batoniki :)
Wykonanie jest bardzo proste. Do tego możecie do takich batoników dorzucić to, co lubicie.
Baza batoników:
- 300 g daktyli
- 350 ml wody
Do tego dołożyłam jeszcze:
- 30 g nasion chia
- 150 g płatków owsianych
- 100 g nasion siemienia lnianego
- 70 g nasion słonecznika
- 80 g nasion goji
- 50 g amarantusa
A teraz zabieramy się za przygotowanie:
Daktyle małymi porcjami blendowałam, potem wrzuciłam do gotującej się wody. Trzymałam je na gazie tak około 10 minut. W ten sposób powstała papka daktylowa.
Dołożyłam do niej pozostałe składniki i porządnie wymieszałam. Całość przełożyłam do silikonowej formy. I włożyłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piekłam około 30 minut.
Taka ilość wystarczyła na jedną dużą formę silikonową, a do tego miałam jeszcze dwie małe okrągłe foremki.
Wystudziłam i pokroiłam w paski. Połowę polałam gorzką czekoladą i gotowe :)
Batoniki są pyszne, sycące i słodkie.
Także jeśli dopadnie was ochota na małe co nieco...warto przygotować sobie właśnie takie batony.
Daktyle, amarantus, nasiona chia i inne pyszności znajdziecie w sklepie ze zdrową żywnością Galeria herbat.
Lubicie takie zdrowe przekąski?
Dajcie koniecznie znać.
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Jak się czujecie? Co u was słychać?
Ja dziś przychodzę do was z kolejnym zdrowym przepisem :D
Lubicie daktyle?
Jeśli tak, to mam dla was pyszne daktylowe batoniki :)
Wykonanie jest bardzo proste. Do tego możecie do takich batoników dorzucić to, co lubicie.
Baza batoników:
- 300 g daktyli
- 350 ml wody
Do tego dołożyłam jeszcze:
- 30 g nasion chia
- 150 g płatków owsianych
- 100 g nasion siemienia lnianego
- 70 g nasion słonecznika
- 80 g nasion goji
- 50 g amarantusa
A teraz zabieramy się za przygotowanie:
Daktyle małymi porcjami blendowałam, potem wrzuciłam do gotującej się wody. Trzymałam je na gazie tak około 10 minut. W ten sposób powstała papka daktylowa.
Dołożyłam do niej pozostałe składniki i porządnie wymieszałam. Całość przełożyłam do silikonowej formy. I włożyłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piekłam około 30 minut.
Taka ilość wystarczyła na jedną dużą formę silikonową, a do tego miałam jeszcze dwie małe okrągłe foremki.
Wystudziłam i pokroiłam w paski. Połowę polałam gorzką czekoladą i gotowe :)
Batoniki są pyszne, sycące i słodkie.
Także jeśli dopadnie was ochota na małe co nieco...warto przygotować sobie właśnie takie batony.
Daktyle, amarantus, nasiona chia i inne pyszności znajdziecie w sklepie ze zdrową żywnością Galeria herbat.
Lubicie takie zdrowe przekąski?
Dajcie koniecznie znać.
Na dziś to tyle.
Trzymajcie się i do następnego :***
Subskrybuj:
Posty (Atom)










